4 bajki z młodości, które poprawią Ci humor

odlotowe agentki

Można się popisywać i udawać, że obecna sytuacja obchodzi nas mniej więcej tak, jak ostatnie próby wzbudzania litości przez Harveya Weinsteina (czyli wcale), ale jak już nam się odechce popisywać, to okaże się, że jednak jakiś taki mały niepokój czy smuteczek się czasem odzywa. Dlatego przybywam dziś z odsieczą w postaci bajek, które uwielbiałam jako nastolatka. Bo one mają jakąś magiczną moc wprowadzania atmosfery beztroski i relaksacji, a to się przyda wszystkim. I z góry przepraszam starszych czytelników, którzy nie wychowali się na Fox Kids i Zig Zapie. No dobra, tyle tytułem wstępu, let’s goo!

1. Odlotowe Agentki

Here we goooo, here we gooooo! Ja jak tylko słyszę intro, to od razu chce mi się żyć. Nie wiem, jak tam chłopaki, ale nie znam dziewczyny, która by nie marzyła o tym, żeby jej lusterko zamieniło się czasami w nadajnik a szminka potrafiła rozcinać metal. SZTOS. Sam, Alex i Clover skradły moje serca do tego stopnia, że niektóre odcinki potrafię wyrecytować na pamięć, bo na Jetix leciały w kółko te same (np. ten o maszynach mszczących się na złośliwych uczniach albo ten o gladiatorach). No i śmieszek Jerry przecież też jest chodzącą rewelacją. Naprawdę doceniam niekończące się pomysły twórców na misje agentek i dbałość o szczegóły typu: im ktoś ma więcej wiedzy, tym większy łeb :D. Dobry news jest taki, że pierwszy sezon przygód uczennic liceum w Beverly Hills jest dostępny na Netflixie. A jak już skończycie, to całkiem sporo oferuje też kanał na YouTubie: TotallySpiesPolska. Jestem obcykana w temacie!

2. 6 w pracy

Kończy się szkoły czaaas, nic nie krępuje nas, czas przyjaciół spotkać znóóów! Historie 6 ziomków (3 dziewczyny i 3 chłopów), którzy na wakacje podejmują pracę w centrum handlowym, są czasem tak głupkowate, że naprawdę człowiekowi w sercu nie rozbrzmiewa nic innego niż rozczulenie i takie wewnętrzne „Awww!”. Zwłaszcza, jak ma już prawie 28 lat. Bo jak ma 13, to pewnie uważa je za albo bardzo adekwatne i nic tu do śmiania, albo za żałosne. Ja lubię sobie czasem powspominać, jak byłam te… ja pierdzielę, 15 lat młodsza (nie-e, coś tu matma się nie zgadza) i też chciałam pracować w centrum handlowym i mieć takie przygody. Osobowości bohaterów są zróżnicowane prawie tak, jak osobowości Quebonafide. Mamy głupkowatego przystojniaka, luźnego zioma, co jeździ na desce, romantycznego grajka na gitarze, no i dziewczyny: alternatywkę (heee!), która gardzi swoimi barbiowymi współpracownicami, trochę głupiutką sprzedawczynię lemoniad z cytryną na głowie oraz porządną, obowiązkową obywatelkę – najrozsądniejszą z całej grupy. Można puścić sobie w tle, słuchać dialogów (m.in. Maćka Zakościelnego) i oddawać się beztrosce nastoletnich czasów. Polecam! „6 w pracy” znajdziecie na cda.pl i kreskowki.tv. Dla ułatwienia macie podlinkowany 1. odcinek. Nic, tylko klikać i oglądać!

3. Ach, ten Andy!

Łoooo, łoooo, ach ten Andy, a-a-ach ten Andy! Dobra, uwaga, na początek wyznanie: w podstawówce kochałam się w Andym Larkinie. Normalnie, w ogóle mnie nie obchodziło, że jest postacią z kreskówki, był piękny i już. I łatwy do narysowania, więc wszędzie go rysowałam. „Numerant jakich mało”, jak sam o sobie śpiewa w wejściówce, chciał zostać legendą żartów w miasteczku East Gackle, no i według mnie kurna rządził! Do tej pory moim ulubionym odcinkiem jest odcinek z Ogrodnikiem (brrrrrrr!), bo tam żarty były dopracowane na najwyższym poziomie. Ale każdy żart, choć nie wszystkie wychodziły, był w założeniu znakomity i ja to szanuję. Hejters gonna hejt, pfff! Oczywiście sama też chciałam robić takie żarty, ale stworzenie realnie wyglądającego człowieka z zielonej mazi wydawało mi się w tamtych czasach niemożliwe. Za to przed sprawdzianem postanowiłam razem z koleżanką zapchać papierkami zamek do drzwi w klasie od matmy, żeby pani się namęczyła z otwieraniem, a lekcja zaczęła później. Bo wtedy sprawdzian by się nie odbył. Okazało się, że w zamku już wcześniej coś było, zapchał się na amen, pan konserwator musiał wypieprzyć cały mechanizm, a klasa za karę złożyć się na nowy. A lekcja się nie odbyła. TAKI ZE MNIE BYŁ NUMERANT!!! Oczywiście przyznałyśmy się do tego niecnego czynu. Trochę wstyd, bo wiecie, córka nauczyciela i takie tam, ale Andy byłby dumny. Do obejrzenia na cda.pl – jak wszystko 😀

4. Aparatka

W moooim śnie widziaaałam kogoś, a rano zrozumiaaałam, że…! No właśnie, hmm, hmm, co zrozumiała Sharon Spitz? Założę się, że każdy z Was potrafi dośpiewać 😀 Aparatka to legenda, każdy odcinek czegoś uczy. Jasne, że problemy Sharon mogą wydawać się błahe, ale są też urocze i pozwalają spojrzeć z dystansem na nasze życie. Poza tym ofkors nie wszystkie są błahe! Naprawdę, zamiast męczyć psychikę oglądaniem jakiegoś „House of Cards” czy „Homeland”, chociaż to seriale stworzone do binge-watching, lepiej odpalić Aparatkę na – a jakże! – CDA! Haha, to powoli wygląda jak post sponsorowany, ale spoko, przy 30 czytelnikach mi to nie grozi! 😀 Zobaczycie, że poprawi Wam się humor. Aparatkę też łatwo narysować jak coś, więc jak znudzi Wam się oglądanie, to polecam blok, kredki i hejaaa!

No dobra, myślę, że tyle wystarczy 🙂 Obejrzenie wszystkiego spokojnie powinno wystarczyć na okres kwarantanny, ale polecam oglądanie bajek niezależnie od okoliczności.

5!

Córka Trenera

A dzień dobry, witam i o zdrowie pytam! Jak dobrze, to najważniejsze. A wszystkie mniej ważne rzeczy znajdziesz na tym blogu. Chałupy welcome to!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o