Pochwała starej, dobrej, „zwykłej” pracy

Możliwe, że ten cytat pochodzi z Wielkiego Zbioru Cytatów Alberta Einsteina, bo bardzo wiele osób tegoż naukowca cytuje i mam wrażenie, że cokolwiek mądrego albo i niemądrego widzę w sieci, zostało powiedziane przez Einsteina właśnie. Ten tekst znam jednak od Justina Timberlejka, a powiedział on słowa następujące:

Jeśli Twoja praca stanie się Twoją pasją, to nie przepracujesz w życiu ani dnia.

Czy coś takiego.

Bądź sobie szefem, żaglem, sterem i białym żołnierzem

No i usłyszawszy takie wyznania, ludzie zapragnęli zarabiać na tym, co najbardziej lubią. Czyli pracować tak, żeby ze swojej pasji uczynić źródło dochodu (jakby co, to nie przypisuję tego trendu akurat Justinowi, ale jakoś musiałam zacząć :D). Internet w tym całkiem pomaga, bo aż kipi od pochwał takiego właśnie stylu pracy.

Wkurza Cię szef? Sam bądź swoim szefem! Twoja praca Cię nie rozwija? Sam decyduj, co chcesz robić i rozwijaj się tak, jak marzysz. Nie wystarcza Ci urlopu? Człowieeeku, przerzuć się na swoje, a będziesz mógł pracować z każdego zakątka świata – to przecież jak urlop przez cały rok! I nawet mnie, choć w kwestii Internetów wydaję się sobie odporna jak Janusz Korwin-Mikke na postęp w równouprawnieniu, to ta wizja całkiem mi się spodobała. Ale nie musiało minąć dużo czasu, żebym się przekonała, że owszem – to pewnie jest fajna opcja, tylko że nie dla wszystkich :).

To, że ktoś jest w czymś dobry, wcale nie znaczy, że ja też będę

Potrafię grać na pianinie i śpiewać, a wiele osób nie potrafi. Jestem wysportowana, a dla wielu nawet codzienny spacer jest wyzwaniem. Potrafię się ładnie wysławiać, a niektórym często brakuje języka w gębie. Nie zjada mnie stres, a są tacy, co nie potrafią go poskromić. Jest wiele rzeczy, w których jestem dobra, a inni nie – i to działa też w drugą stronę. Jedną z tych rzeczy, w których się totalnie nie odnajduję, jest organizacja czasu, kiedy mam go za dużo.

Pracując od 8 do 16 wiedziałam, że po pracy mam dla siebie tylko kilka godzin, które muszę wykorzystać jak najlepiej – i to robiłam. Trening po pracy cieszył sto razy bardziej, niż trening, który mogłabym zrobić o każdej porze dnia – więc… Finalnie czasem wcale go nie robiłam, bo dzień się jakoś rozjeżdżał. A przecież sport to moja pasja! Co ciekawe, nawet układanie treningów wcale nie było dla mnie jakąś rewelacją. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale… Po prostu nie chciało mi się.

Wiele osób w „normalnych” pracach jest niezadowolonych, bo musi czasem robić rzeczy, które w gruncie rzeczy ich nie interesują. No ale – trza to trza, więc się robi. A u mnie? Kurna felek, jest naprawdę niewiele rzeczy, które jarają mnie bardziej niż fitness, ale kiedy w nim pracowałam, było właśnie tak, jak w tej stereotypowo nieciekawej pracy. Trza to trza, więc robię. Szczerze mówiąc nie wiem, czemu tak było. Dla mnie to też jest zagadka. Czy to jakieś moje wewnętrzne lenistwo? Czy może rzeczywiście to po prostu nie jest dla mnie? Bez pomocy Krzysztofa Rutkowskiego się nie obejdzie.

Szef, który ma wyrąbane

To ja! A żeby produktywnie pracować, warto mieć szefa, który nie ma wyrąbane. Takim szefem w treningu jest dla mnie Shaun T, chociaż akurat w tej kwestii sama sobie też nieźle szefuję. Szefem pomagającym w niejedzeniu słodyczy są dżinsy 100% bawełny. Szefem czuwającym nad moim byciem dobrym człowiekiem jest kręgosłup moralny ze stali. No a szefem w pracy jest – po prostu szef! 😀 Ktoś, dla kogo Ci się chce pracować. Kogo nie chcesz zawodzić. Przed kim głupio Ci być obibokiem. Kto Cię chwali i motywuje, więc wiesz, w jakim kierunku (mniej więcej) masz iść. No i wygląda na to, że ja w swoim życiu potrzebuję takich obcych szefów. Bo Jagoda sama sobie mówi: dziewczyyyno, czill. Zrobisz to zrobisz, nie zrobisz – to nie zrobisz. Ogólnie nie ma się co przemęczać.

View this post on Instagram

Tak trzeba żyć 🙌

A post shared by 🍑 Jagoda Dziadul (@corkatrenera) on

I, ogólnie rzecz biorąc, takie właśnie mam podejście do życia. Zawsze zrobię pracę, która jest do zrobienia, a jeśli w coś naprawdę się zaangażuję, to – uuuu, moi mili – spodziewajcie się mistrzostwa świata. Ale nie uważam, że życie jest po to, żeby zapierdalać, wypruwać z siebie flaki, naparzać nadgodziny i nie spać po nocach, bo PRACA! Życie jest po to, żeby sobie szczęśliwie żyć. I – o! – tu się zgodzę – jeśli coś Cię bardzo unieszczęśliwia, to wtedy TRZEBA to zmienić. Ale jeśli – mimo tego, że praca nie jest Twoją pasją, czasem Cię wkurza i masz ochotę rzucić ją cholerę – w gruncie rzeczy jesteś całkiem szczęśliwy, to – moim zdaniem – wszystko gra 🙂

Dwie strony medalu

Pokazywanie swojego życia nie tylko od idealnie wykreowanej, socialmediowej strony to trend, który nareszcie nadchodzi, ja to widzę. Pamiętam, że kiedyś czytałam posta u Lifemanagerki na temat zarobków jako freelancer i ogólnie plusów i minusów takiej pracy. Ale są pewne rzeczy, których nie da się po prostu przeczytać i wiedzieć. Trzeba je osobiście zweryfikować.

Ja jestem sobie bardzo wdzięczna, że postanowiłam pójść w kierunku trenerskim. Wyobrażacie sobie, jak strasznie bym żałowała, gdybym nie wiedziała, jak to jest? Pracowałabym w biurze sfrustrowana, że się marnuję, że moje powołanie czeka, a ja siedzę w miejscu jak ta dupa. A teraz cała ta frustracja odchodzi, bo nie ciągnie mnie do tego „nieznanego” i „niespróbowanego”. To jest już znane, spróbowane i wcale nie lepsze od pracy w biurze. Jak dobrze to wiedzieć!

„Zwykła” praca ma dużo plusów. Przebywa się z ludźmi, ma się motywację do wstania i ogarnięcia się, bardziej ceni się swój czas wolny, ma się pewny zarobek, opiekę medyczną itd. (Celowo nie wspominam o plusach związanych z konkretnym zawodem, bo u każdego jest z tym inaczej – u mnie np. niemiecki poszybował w kosmos). Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie u każdego tak to wygląda. Pewnie jest wiele osób, które chodzą do pracy, ale fakt przebywania tam z ludźmi jest akurat największym minusem. Albo ktoś tak bardzo nienawidzi wstawać rano, że pobudka z budzikiem przyprawia go o dreszcze i rodzi nienawiść porównywalną z nienawiścią do kantu szafy, kiedy walniemy w niego małym palcem.

Warto jednak pamiętać, że plusy i minusy są wszędzie, a życie jest po to, żeby próbować znaleźć swoje idealne (choć wciąż z minusami) miejsce. Moje nie jest w pracy biurowej, ale z przetestowanych do tej pory rzeczy ta wydaje się dla mnie najlepsza. I w gruncie rzeczy – jestem szczęśliwa! A jak to szczęście zacznie ulatywać, to zastanowię się, co dalej 🙂

5!

0 0 vote
Article Rating

Córka Trenera

A dzień dobry, witam i o zdrowie pytam! Jak dobrze, to najważniejsze. A wszystkie mniej ważne rzeczy znajdziesz na tym blogu. Chałupy welcome to!
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Pat
Pat
18 października 2019 15:24

Cieszę sie, że Ci się poukładało 🙂 Ostatnie miesiące nie były stracone, dokładnie tak jak piszesz, żałowałabyś gdybyś jednak tego nie spróbowała. Ja uważam siebie za turbo zorganizowaną i nawet na HO wstaje o tej samej godzinie, ubieram się (nie istnieją piżamowe dni) i jem obiad o tej samej godzinie, co w biurze 😛 Ciekawe, czy nie zmieniłoby się to, gdybym na 100% osiadła w domu jako freelancer.

A ponadto!!! SANDWICZSZOPA MASZ ZNOWU!!!

trackback

[…] aurę pogodności. Ostatnio wróciłam do swojej „starej” pracy, o czym pisałam tutaj: Pochwała starej, dobrej, „zwykłej” pracy i jedną z najczęściej słyszanych rzeczy było: „Ale mi brakowało Twojego […]