Ciao, Roma! Bałtyk, lody i amnezja

forum romanum rzym

Wiecie jak to jest, kiedy koleżanka poznaje nowego chłopaka, więc trzeba zrobić obczajkę delikwenta na Fejsbuku, żeby zobaczyć, czy to na pewno taki przystojniak, jak mówi? Po czym przeglądacie foty, a to jednak taki bardziej Jack Black niż Brad Pitt? Więc lekko skonfundowani informujecie koleżankę o swoim spostrzeżeniu, po czym ona tłumaczy: “No rzeczywiście, te foty jakieś takie średnie. Ale na żywo wygląda o wiele lepiej!”. Po pierwsze – zawsze tak jest, co?! 😀 A po drugie – z Rzymem jest dokładnie tak samo.

Chociaż w sumie Rzym na zdjęciach to już Brad Pitt, a w rzeczywistości to Brad Pitt Alfa, ale zostawmy temat porównywania Wiecznego Miasta do urody znanych aktorów i przejdźmy do rzeczy!

Dobre dobrego początki

Ponieważ jestem spacerowym świrem, było więcej niż pewne, że zwiedzanie Rzymu w moim wykonaniu będzie jak pielgrzymka, no i rzeczywiście tak było. Nie mam pojęcia, jak działa komunikacja miejska w tym mieście, ani jak wygląda metro. Wiem za to, że piękniejszego miasta w życiu nie widziałam! Nooo, Panie Rzymie, zapadł mi Pan w pamięci jak mało kto! Ale od początku.

Podróż zaczęła się znakomicie, bo w samolocie poznaliśmy małżeństwo, z którym przegawędziliśmy cały lot, a ponieważ mieli zamówiony transport hotelowy, zaproponowali nam, że dogadają się z kierowcą, żeby podrzucił nas pod nasz hotelik. Więc całkiem niedługo po lądowaniu byliśmy już w swojej miejscówce – o, tu: Domus Merulana.

W międzyczasie dostałam namiar od koleżanki na superknajpkę, a ponieważ po locie byliśmy głodni, no to let’s go na szamę. Wyszliśmy z chałupki, po czterech minutach byliśmy w pięknym parku, a po jakichś siedmiu naszym oczom ukazał się taki widok:

Not bad, huh?

I to rzut beretem od naszego hoteliku! No to wyruszyliśmy dalej, żeby dotrzeć do poleconej trattorii. W ten sposób dotarliśmy do Trastevere, czyli mojej top favorito miejscówki w Rzymie, znanej po polsku jako Zatybrze, ale jak tylko złączycie kciuka z pozostałymi palcami w słynnym włoskim geście i powiecie “Trastevere” z odpowiednim ruchem nadgarstka i akcentem, to żadne tam Zatybrze już nigdy nie przejdzie Wam przez usta 😀

Instagramowy raj

Trastevere (ekhem, acapulco, si, si, buongiorno!) to przepiękna część Rzymu, bardzo urocza i bardzo instagramowa (no, wiecie, lampki, wąskie uliczki, kwiatki, zwisające bluszcze i takie tam). DOWÓD:

Ja się zakochałam! I gdyby nie burczenie w brzuchu, w życiu nie dałabym się namówić na wstąpienie gdziekolwiek. No, ale wiecie – piramida Maslowa nie jest najgłupszym wymysłem, więc trzeba było zjeść, bo robiło się ciężko. Trafiliśmy do Carlo Menta (i polecamy, certo! Yhmm, to znaczy… oczywiście!). Zamówiliśmy glazurowany seler na policzkach wołowych, confit z wieprzowiny i karmelizowanymi orzechami pekan i tartę z suszonymi morelami i oliwkami…

TAAAAAAAAA, JASNE!!! 😀 Dwie pizze wjechały jak złe!

A że zapowiadało się na cudny zachód Słońca, najedzeni ruszyliśmy urządzić sobie sesję zdjęciową przy Koloseum. Ten konkurs wygrał Emel:

A później znowu 7 minut do chatki i w kimę, ufffff!

Muzeum na świeżym powietrzu

I na tym skończę sprawozdanie, bo wcale mi się nie podoba taki styl pisania. Powiem tylko, że początkowo mieliśmy plan rozpisany bardzo szczegółowo, ale chodziliśmy tak dużo, że trzeba było go zmodyfikować, bo w jeden dzień obeszliśmy prawie wszystko, co chcieliśmy zobaczyć. Przy okazji, zaraz po opierdzieleniu tych dwóch pizz poszliśmy na lody i spotkaliśmy panią Polkę, która mieszka w Rzymie już od lat. I ona znakomicie podsumowała Rzym: to jest muzeum na świeżym powietrzu 🙂

Naprawdę, duch starożytności unosi się w atmosferze. Na ruiny przeróżnych budynków można trafić na każdym kroku i to jest wspaniałe! No poczujcie to! Idziecie sobie ulicą, nucąc “Felicita”, a tu nagle obok was wyłania się kawałek jakichś term, w których ludzie kąpali się tysiące lat temu, zanim jeszcze Jezus zaczął na chleb mówić bep. I to nie, że jakieś ogrodzone. Że niby kup Pan bilet, jak chcesz dotknąć. To nie jest tak, że jest strefa budynków z naszych czasów, a co jakiś czas skansen za bramą. Tu wszystko się łączy, jest… no… nie da się określić tego lepiej: jednym, wielkim muzeum.

Bałtyk we Włoszech

Poza tym myślałam, że zemdleję (a musicie wiedzieć, że bardzo tęsknię za Bałtykiem, który ostatni raz widziałam dwa lata temu), kiedy stanęłam nad Tybrem, a on pachniał… no morzem! Normalnie, Bałtykiem! No dobra, wiecie, że nie jestem z tych, co daliby plamę w “Matura to bzdura”, wiadomo, że nie Bałtykiem. Ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, żeby rzeka pachniała morzem, więc to było odkrycie na miarę… Nie no, dam Wam odetchnąć od moich porównań 😀

Bardzo bym nie chciała rzucić się w otchłań pretensjonalnych wytęgów typu: “Ochh, już nigdy nie wypiję innej kawy, tylko włoska ma sens!”, więc tego nie zrobię. Ale, noooo, włoska kawa. Będę wspominać dopóty, dopóki moja ulubiona rozpuszczalna Tchibo Black&White nie wgryzie mi się znów w kubki smakowe i zapomnę, jak smakowała ta z Rzymu ;D

O tym, jak zapomniałam, że umiem mówić

Podsumowując w dwóch słowach: pełen zachwyt! Roślinność, ludzie, ulice, zapachy, zabytki, nawet zwykłe budynki mieszkalne – to wszystko tak perfekcyjnie ze sobą współgrało! Nikt nie wpadł na pomysł, żeby wśród budynków z minionej epoki postawić wieżowiec w kształcie penisa, jak we Wrocławiu. Stoi (hehe) sobie, co prawda, niedaleko Koloseum, gigant w postaci Ołtarza Ojczyzny, zwanego przez mieszkańców pieszczotliwie szczęką teściowej, ale wcale mnie nie interesuje, że Rzymianie go nie lubią (wydaje mi się, że dla nich to coś w stylu naszego Pałacu Kultury). Na mnie robił wrażenie za każdym razem, jak go widziałam. Bo jest OGROMNY. Przez to wszystko będąc w Rzymie zapomniałam nieco, że znam więcej niż 5 słów, więc zwykle wychodziło ze mnie coś w stylu “Ojaaaaa!”, “Patrz, jakie!”, “Ale pięknie!” – no, akurat pięć będzie.

KLASYK 😀
Ja, szczęka teściowej i teściowa

Zwiedzanie Rzymu – co chcielibyście wiedzieć?

I tym sposobem dobrnęłam do trzeciej strony A4, więc czas kończyć mój wywód. Dajcie znać, czy interesują Was praktyczne wskazówki dotyczące tripa do Rzymu (jak bogatym trzeba być, czym lecieć/jechać, czy dogadacie się po angielsku, co dokładnie zwiedziłam itd.) – to napiszę posta i o tym 🙂 Tylko mam prośbę! Piszcie mi proszę w komentarzach na fanpejdżu, bo tutaj w komentarzach coś szwankuje i jeszcze tego nie rozgryzłam.

No i, ofkors, czekam na Wasze historyjki z Rzymu! Macie podobne odczucia, czy może nie odbieracie rzeczywistości tak kolorowo jak ja? 😀

Arrivederci!

PS W Rzymie trafiłam jeszcze do mojego lodowego nieba – gelaterii, w której było 150 smaków lodów. Spełnienie marzeń milion, oprócz lodowego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba, volare, cantare, pozdrawiam!

Córka Trenera

A dzień dobry, witam i o zdrowie pytam! Jak dobrze, to najważniejsze. A wszystkie mniej ważne rzeczy znajdziesz na tym blogu. Chałupy welcome to!

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Córka TreneraAdrian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrian
Gość
Adrian

Sorry, a czy te lody to te nie była sama tłusta śmietana że ledwo smak czuć,jak podają w Treście lub Wenecji ?